poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział II ,,Grey'' cz. 2

                                              Rozdział II ,,Grey''
               
          ''Myśli, które oddychają, słowa, które palą'' 


~~ Jest taka chwila, 
kiedy nie czuje się już bólu. 
Wrażliwość znika, 
a rozsądek tępieje, 
aż zatraci się poczucie czasu i miejsca. ~~

 -----------------------------------------------------------------------------------

Cała się trzęsłam. Po raz kolejny w moich oczach pojawiły się charakterystyczne dla mnie łzy. 
Objął mnie w pasie oparty o bordowy wóz, który zaraz miał odjechać z nim za miasto. 
Założył mi przez głowę swoją bluzę, którą zawsze zakładałam w chłodne dni. 
Pocałowałam zarumieniony czubek jego nosa, a po jego policzku spłynęła łza. 
Wymusiłam uśmiech. 
- Musimy jechać, mamy niewiele czasu. - Krzyknął ciemnoskóry facet siedzący za kierownicą bordowego samochodu. Wtedy się rozkleiłam. Zaczęłam panicznie szlochać. 
Jasper spojrzał po raz ostatni z żalem w moje szkliste oczy. Wsiadł do wozu z miną zbitego psa. 
Dotknęłam szyby ocierając łzę z mojego polika. Bordowy samochód odjechał, zabierając mi wszystko to co miałam. Na ziemi leżał list, ubrudzony od śladu opon. Wahałam się, czy go podnieść, czy stracić. Otrzepałam go ze śniegu i mocno ścisnęłam w dłoni. Szłam w stronę domu potykając się na każdym kroku. Na dworze panowała mgła zlewająca się z płatkami śniegu. W dodatku nie było widać żywej duszy. Niebo poszarzało, już nie było takie błękitne jak kiedyś. Usiadłam na ciemnobrązowej ławce otwierając kopertę. W środku był złoty łańcuszek z ozdobnym sercem.
Podobny do tego, który kiedyś wyrzuciłam. Otarłam łzy, nabierając głęboki oddech. Podniosłam się bezsilnie. Ujęłam łańcuszek w dłoń i szłam dalej przez zaśnieżone ulice. Moje oczy po raz pierwszy przezwyciężył spokój. W moim kierunku zbliżała się męska sylwetka. Nie bałam się jednak. 
Wszystko dusiłam w sobie. - Mia - Wyszeptał muśnięty słońcem, ciemny blondyn. 
Uniosłam ku niemu wzrok. Uśmiechnął się szeroko poklepując mnie po ramieniu. 
- Coś się stało? Słabo wyglądasz. - Oznajmił po cichu. 
Jeremy - tak brzmiało jego imię. Moja była miłość za czasów piaskownicy. 
Nic nie odpowiedziałam, tylko  skinęłam głową. 
Blondyn przyciągnął mnie do siebie i delikatnie objął. Zacisnęłam powieki i poczułam jego wzrok na swoim ciele. - Masz ochotę na kawę? Mogę zabrać Cię w fajne miejsce. - Zasugerował.
Zacisnęłam usta, próbując wydusić z siebie chodź jedno słowo. Jeremy pociągnął mnie za dłoń, zmierzając w kierunku obcej mi kawiarni. - Usiądź - odsunął mi krzesło. Byliśmy tam jako jedyni. 
Kelnerka podała nam dużą kawę na stolik. - Chyba wymarzłaś, co ? - Martwił się o mnie.
- Mhm - mruknęłam. Jeremy walczył z ciszą, jednak ja byłam zbyt zażenowana, by rozmawiać. Zerknęłam ukradkiem na zegarek, dochodziła północ. 
- Zamykamy! - Krzyknęła kelnerka zza lady. Blondyn odprowadził mnie po same drzwi mojego domu. 
- Jeremy - wyszeptałam marszcząc brwi. 
- Ta? - 
Zbliżyłam się do niego. 
- Proszę, nie zostawiaj mnie. Zostań. - Wyjąkałam. 
Uśmiechnął się pod nosem i odgarnął chłodną dłonią moje włosy. 
- Oczywiście. - 
Całe moje mieszkanie było szare i oziębłe. Poszliśmy na górę do sypialni. Chłopak nalał nam do kieliszka małą  ilość czerwonego wina. Siedzieliśmy na łóżku, okryci kocem. Trzymał moje przemarznięte dłonie przy swojej twarzy. Rozgrzewał je lekko podmuchując ciepłym oddechem. 
Obserwowałam jego ruchy kamiennym wzrokiem. Rozmawialiśmy całą noc, popijając winem. Wstałam wcześnie rano. Jeremy rozmawiał głośno przez telefon. 
- Zostaw ją w spokoju, ona nic nie zawiniła. To mnie nienawidzisz. To mnie ścigałeś i dalej będziesz. To mnie przecież chciałeś zabić! - Blondyn krzyczał z sąsiedniego pokoju. Zrozumiałam, że on też tonie w problemach. Zrozumiałam, że nie jest już tym małym chłopcem z piaskownicy, lecz innym człowiekiem. Nadal o tych samych dużych oczach, od zewnętrznej strony tęczówki zielone, od wewnętrznej miodowe. O tych samych ustach, koloru dojrzałej maliny... Nadal opuszki jego uszu zdobiły srebrne kolczyki w kształcie małej kulki. Uchyliłam niepewnie drzwi pokoju, w którym był Jeremy. Spojrzałam na niego ze współczuciem. Gdy tylko mnie zobaczył cały zesztywniał, co dało mu efekt podobny do oblania wrzącą wodą. Zacisnęłam powieki i zmarszczyłam brwi, oczekując jakiegokolwiek wyjaśnienia. Blondyn opuścił tylko głowę, a w jego oku zabłysnęła łza. Podałam mu empatycznie dłoń, którą od razu chwycił padając na kolana. Przyłożył ją do czoła, próbując zapanować nad łzami wypływającymi spod jego powiek. Uklęknęłam na przeciwko niego i po raz pierwszy zebrałam się na odwagę, aby spojrzeć mu w oczy. Położył mi głowę na ramieniu. Przytuliłam go, próbując w jakiś sposób pocieszyć. Uniósł głowę, całując moje dłonie. 
-Przepraszam. - Wyszeptał grobowym głosem. 
Otarłam jego łzę i oboje wstaliśmy otrzepując tylko ubrania. 
- Pora już na mnie. - Oznajmił blondyn. Całą mnie zamurowało, straciłam poczucie miejsca i czasu. Straciłam równowagę, nie wiedziałam co się właśnie stało. Wyjrzałam przez okno. 
Jeremy właśnie wsiadał do samochodu. Usiadłam na parapecie nie odwracając wzroku od szyby. 
I tak mijały dni i miesiące mojego życia. Przestałam normalnie funkcjonować, spotykać się z przyjaciółmi, jeść i pić. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo się wyniszczam. 
Cztery miesiące - dokładnie tyle minęło od mojej depresji. Od ciągłego siedzenia na parapecie i wyglądania przez okno. Usłyszałam walenie pięścią o drzwi. Podniosłam się i poszłam w ich kierunku. Przed moimi oczami pojawił się Jeremy. Patrzył na mnie z wyrzutem. Odsunęłam się od drzwi na znak, że ma wejść. Skierowałam się do sypialni. Stanęłam przed lustrem patrząc na swoje odbicie z żalem w oczach. Nie podobało mi się to co widziałam. Blada wychudzona sylwetka, wory pod oczami, oraz widoczny smutek na twarzy. Jeremy tak samo na mnie patrzył - z żalem. Poczułam obrzyd do siebie, do swojego lustrzanego odbicia. Blondyn objął mnie w pasie i musnął lekko moją anemiczną szyję. Wyplątałam się z jego rąk, pędząc do łazienki. Zamknęłam się na klucz. Rozwinęłam u siebie anoreksję na własne życzenie. Zanurzyłam się w gorącej wodzie, w wannie. \
Wciągnęłam na siebie gruby swetr ukrywając swoją wychudzoną sylwetkę. Zaplotłam włosy w luźnego warkocza. Kiedy wyszłam z łazienki naprzeciwko drzwi siedział Jeremy oparty o ścianę. 
Obserwował każdy mój ruch, jednak ja uciekałam od niego wzrokiem. 
- Hej, co jest? - Złapał mnie za rękę. 
- Co jest? To że zniknąłeś na cztery miesiące bez żadnego słowa. Teraz wracasz tu jakby nigdy nic i nie wiem czego oczekujesz, ale dla mnie jesteś już nieistotny. - Wyplątałam swoją dłoń. 
- A gdybym miał powód, dla którego to zrobiłem? - Podniósł się z podłogi. 
- To powiedz jaki. - Spojrzałam mu interesowawszy się w oczy.
- Dlaczego miałbym Ci powiedzieć, he ? - Zbliżył się do mnie. 
- Bo jeśli komuś na kimś zależy, to ta osoba musi o nią zawalczyć. - Oparłam swoją dłoń na jego klatce odsuwając twarz. 
- Ktoś taki jak ja nie może kochać. - Zacisnął zęby i spojrzał w dół, próbując ukryć smutek kryjący się  w jego oczach. 
Musnęłam lekko jego zdrętwiałe wargi. 
- Jeżeli nie potrafisz kochać, to dlaczego tu jesteś? - zarzuciłam mu. 
Uśmiechnął się pod nosem i pocałował mnie w czoło. 
-------------------------------------------------------------------------------------
Ile ludzi cierpi z powodu miłości, a jednak nie dostaje żadnej nauczki i kocha dalej...
Daje drugą szanse, aby na siłę stać się szczęśliwym. Jednak prawdziwego szczęścia się nie znajduje samemu. To ono przychodzi do nas, a jeśli to my pójdziemy w jego stronę, to szczęście nie należy do nas i nigdy do nas nie należało...

Pół roku później. 

Właśnie miałam wsiąść do auta, kiedy jednak dostrzegłam faceta zmierzającego ku drzwi frontowych od mojego domu, stanęłam w miejscu sparaliżowana. Widziałam z daleka, jak kładzie jakąś kopertę pod drzwiami, po czym odchodzi. Gdy był wystarczająco daleko podeszłam w to samo miejsce, aby dowiedzieć się czegokolwiek. Faktycznie leżała tam biała koperta, a na niej mój adres i moje nazwisko. Otworzyłam kopertę. 

Droga Mio,
Nie zastanawiaj się od kogo dostałaś list. Jasper zmarł trzy dni temu
w szpitalu, na drugim końcu Stanów. Jego choroba w ciągu pięciu lat
zbyt mocno się  rozwinęła, przez co nie było szans na ratunek, 
nawet operacja była dla niego wyzwaniem, którego mógł 
nie przeżyć. Już jako dziecko miał choroby z oddychaniem, oraz
rozmaitym bólem serca. Chorował licząc się ze śmiercią, dlatego
właśnie się samookaleczał. Gdy Cię poznał, byłaś jedyną osobą, 
dla której żył. Jego rodzice zginęli. Reszta rodziny się do niego
nie przyznawała. Byłaś jedyną osobą, która go pokochała. 
Jeśli przeczytałaś list, to spal go i zapomnij o nim...

------------------------------------------------------------------------------♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣

Noo i mamy 2 cz. ! Jeśli ktoś przeczytał wcześniejsze rozdziały i wie kto to Jasper, to myślę, że może ten rozdział Was nieco zawieść, bo mogliście oczekiwać jego wyzdrowienia. Jednak te opowiadanie jest z kategorii : dramat więc takie smutne zakończenia będą pojawiać się dość często :< Ale w końcu od samego początku wiedziałam, że chcę pisać takie ''mroczne''( jak to powiedziała jedna czytelniczka) opowiadania. Mam nadzieję, że pojawiła wam się  łezka w oku czytając tą część ;P Piszcie w komentarzach jak wam się podobała właśnie ta tutaj część xd I co sądzicie o nowej postaci - Jeremy. Następna część będzie tak samo smutna, ponieważ będzie tam o chorobie Mii, o śmierci jej ukochanego Jaspera no i dowiemy się o tej ''tajemnicy'' Jeremiego ;D Będzie także jeszcze jedna nowa postać... Czekam na wasze reakcje w postaci komentarzy! Pozdrawiam <3 ^-^ .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz