czwartek, 16 października 2014

Rozdział I ,,Ostatnie słowo'' cz. 2

                                                    Rozdział I ,,Ostatnie słowo''
                      ,,Bo zrobiłaby dla niego wszystko''

                                        
Złap mnie za rękę.
Dlaczego?
Bo chcę czuć, że jesteś tu ze mną...
 że to nie sen po którym znikniesz...

Siedziałam mu na kolanach, wtulona w jego chłodne ciało, które dla mnie wydawało się idealnie ciepłe. Rozmawialiśmy jak za starych dobrych lat. Jak wtedy, gdy wydawało nam się, że nic nie stanie nam na drodze do szczęścia. A tu proszę, niespodziewanie śmierć zapukała do jego drzwi...
A on ? - otworzył je bezmyślnie.
- Pamiętasz, co mi obiecałeś? -
- Co takiego? -
- Że zostaniesz, aż do końca wszystkiego. -
- Owszem. Dopóki koniec nie nadejdzie będę tu z Tobą. Do ostatniej godziny będę Cię kochał...-
Opuściłam głowę, próbując zatamować łzy wyciekające z pod moich powiek. Tak od tamtej pory wyglądał każdy kolejny mój wieczór, jak i dzień. Rozmawiając przez łzy z Jasperem, zastanawiając się, czy to nie jest przypadkiem ta ostatnia rozmowa. Rozmawialiśmy, aż do białego rana, tak jak to zwykliśmy robić przez ostatnie miesiące. Gdy tylko otworzyłam oczy cmoknęłam w czoło Jaspera leżącego obok mnie na łóżku w sypialni. Wyciągnęłam z szafy czarną sukienkę ze stójką. Stanęłam przed lustrem zaznaczając usta ciemno-krwistą szminką. Zamalowując czarnym tuszem powieki, pod którymi kryły się łzy, który umiał dostrzec tylko On. Jako jedyny. Zarzuciłam czarny płaszcz i zatrzasnęłam drzwi. Poszłam w miejsce, którego nienawidziłam - cmentarz. Tam byli pochowani moi rodzice. Klęknęłam obok grobu. Dopadł mnie atak paniki. Nie umiałam zaczerpnąć powietrza. Czułam spadek ciśnienia w swoim ciele. Przed oczami zaczęło robić mi się ciemno...
-Czy to śmierć?- to mnie zastanawiało.
Położyłam się na ziemi. Na twarzy czułam spadające na mnie płatki śniegu z nieba.
Patrzyłam w górę widząc ciemność. Zamknęłam oczy. Podniosłam głowę, biorąc głęboki oddech.
Poczułam pojedynczą łzę na moim policzku, którą odruchowo otarłam.

- Czuję, że żyję. Czuję, ponieważ odczuwam ból, który odczuwa się przez życie. 
Żałuję, że w dniu Waszego odejścia stąd nie pobiegłam za Wami do nieba. Moje cholerne cierpienie nie trwałoby tyle, co trwa teraz. Musiałam zrobić po swojemu. Znalazłam miłość, która odchodzi równie szybko, jak i wszystko co miałam. I co? Zostanę sama? O nie, tym razem tak nie będzie. Ja też odejdę i nie wrócę tu, gdzie życie boli bardziej, niż nie jedna rana otwarta.-

Zerwałam łańcuszek z szyi, wyrzucając go jak najdalej stąd. Nie zasługuję na niego. Powinien wisieć na ciele osoby silnej, nie takiej jak ja. Jestem tchórzem... Chcę umrzeć, aby uniknąć cierpienia.
A przecież nigdy nie pokazywałam swojej słabości. Dbałam o tytuł silnej. Lecz taka nie byłam.
Po prostu nie doświadczyłam bólu, który wywołuje niechęć do życia. Wydawało mi się, że podniosłabym się po silnym ciosie, jednak teraz wiem, że leżałabym na ziemi, czekając aż życie ustąpi i zostawi mnie w spokoju...
Poszłam do domu, kierując puste spojrzenie przed siebie.
 Wchodząc do domu stanęłam przed lustrem. Zmyłam tą przerażającą szminkę, której nienawidziłam. Jasper popatrzył na mnie z wyrzutem.
- Nie masz go. - Zmarszczył brwi.
- Już nie. - Odpowiadając na to pytanie, czułam się jak pobity pies.
Złapał mnie za rękę odgarniając moje włosy z twarzy. Całując mnie delikatnie po szyi.
Wyszeptał - Muszę odejść. -
- Przecież jeszcze tu jesteś, jeszcze żyjesz. - odtrąciłam go od siebie.
- Muszę odejść zanim będzie za późno. - próbował się usprawiedliwić.
Zamurowało mnie. Cała zdrętwiałam. Zauważyłam, że przy drzwiach wejściowych stoi walizka.
- A jeśli Cię wyleczą? Wrócisz? - Cała się trzęsłam,
- Choroba serca to nie grypa. Od niego zależy życie. Jeżeli nie będę mieć przeszczepu to... Umrę.-
- Od mojego życia zależysz Ty. To Ty trzymasz mnie przy życiu. - Próbowałam bezskutecznie błagać go, aby został ze mną.
Ujął w dłonie moją głowę, mocno całując mnie w czoło.
- Obiecaj mi coś. - Płakał tak jak ja.
- Co?...- Zapytałam resztkami sił.
- Bezwzględnie na to co się stanie, zostaniesz przy życiu...- po policzku spłynęła mu łza
Później słyszałam tylko trzask drzwi. Moja histeria ustąpiła. Usiadłam przed oknem, czekając na jakikolwiek znak. Wyszukując sensu mojego dalszego życia. Nie chciałam zawieść Jaspera... Siebie... Rodziców, którzy czuwają nade mną z góry... 
Jednak, śmierć za osobę, którą się kocha to dobra śmierć...

Bo w końcu zrobiłabym dla niego wszystko...

Wszystkie rzeczy już spakowałam, wrzuciłam do walizki i zapięłam na ostatni guzik. Minęły dwa miesiące od odejścia Jaspera, pogubiłam się w tym co się dzieje. Straciłam równowagę. Wsiadłam do samochodu , jechałam przez dłuższy czas w histerii, nie skupiając się na drodze. Ulice były śliskie od lodu, na szybie pełno płatków śniegu...
 W pewnym momencie poczułam, jak serce zaczyna mi łomotać jeszcze bardziej.
 Łzy były coraz gęstsze, a mi samej powoli zaczynało brakować powietrza. Chciałam zawrócić, tego najbardziej chciałam. Żyłam według schematu, a nagle stało się to... Pisk opon na śniegu, samochód jadący naprzeciw mnie, mój wóz uderzający o bok drugiego i mój krzyk w ostatniej chwili...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz